Natura malarstwa jest zmienna. Podobnie, jak sposób czucia, myślenia i rozumienia rzeczywistości tego, kto je tworzy. Doskonale zilustrował to francuski malarz i teoretyk sztuki końca XIX i początu XX wieku – Marurice Denis, który zwrócił uwagę na to, że malarstwo jest przede wszystkim płaską powierzchnią pokrytą barwami w pewnym określonym porządku. Zauważmy – „w pewnym porządku”. Każdy z takich porządków posiada sens. Z każdego z nich, wprawny odbiorca, zobaczy i odczyta coś więcej niż tylko to, co zostało przedstawione za pomocą barw i linii.

Skąd ten poniekąd teoretyczny wywód, skoro moim zdaniem jest tu jedynie opisanie twórczość Adama Ślefarskiego? Powód jest prosty. Nie chcę uprawiać czystej gawędy na temat jego twórczości, ale zwrócić uwagę na jej gramatykę i wspomóc tym samym obcowanie z jego twórczością. Faktem jest, że malarstwo przemawia do nas poprzez zmysły, ale czyni to za sprawą alfabetu języka plastycznego, a ten stanowi właśnie linia i barwa. Oczywiście nie należy zachwycać się wyłącznie czyimś „charakterem pisma”, ale jak pisał Stanisław Witkiewicz trzeba zwracać uwagę na to co i jak przedstawione. Chcąc robić to umiejętnie, tzn. w taki sposób, aby jak najlepiej wczuć się w świat danego artysty, trzeba doskonalić alfabet, gramatykę i składnię by zrozumieć sens budowanych przez niego plastycznych zdań.

Adam Ślefarski urodził się w 1961 roku w Białymstoku. Swoje życie zawodowe wiązał z różnymi profesjami artystycznymi. Pracę rozpoczął w rodzinnym mieście, w Pracowni Konserwacji Zabytków. Niedługo po tym zajął się też stolarstwem artystycznym. Od 1977 roku jest związany z Wojewódzkim Ośrodkiem Animacji Kultury w Białymstoku, gdzie pracuje w Dziale Sztuk Plastycznych. W 2010 roku został członkiem Związku Artystów Polska Sztuka Użytkowa.

Jego praca twórcza w obszarze malarstwa, pod kątem tematycznym koncentruje się głównie na pejzażu, ale w jego dorobku twórczym odnajdziemy także bardzo realistyczne portrety wykonane suchą pastelą. We wspomnianych pejzażach dominują z kolei przedstawienia natury lub codzienność rodzinnego miasta, które można porównać do pejzaży flamandzkich, a w szczególności charakterystycznych dla tego gatunku sztafaży. Zdarzają się tu postacie ludzkie, stanowiące akcenty lub motywy ożywiające kompozycję, która w porównaniu do panoramiczności przedstawień flamandów, jest znacznie zminimalizowana. Tematycznie, w sztafażach miejskich Ślefarskiego dominantę stanowi także to, co potoczne, codzienne. Nie należy jednak synonimicznie kojarzyć tych ikonograficznych wyznaczników z tym, co zwyczajne i nieinteresujące. Ślefarski bowiem z dużą czułością ukazuje obrazy „swojego miasta”; jego zakątki, ulice, domy oraz – co chyba najważniejsze – wyraźnie sentymentalny klimat. Mając z kolei na uwadze kwestie artystyczne, Adam Ślefarski jest malarzem łączącym tradycyjne, jak i bardziej współczesne narzędzie plastycznego wyrazu. Z dużą swobodą posługuje się zarówno farbą olejną, techniką akwareli, jak i akrylami, choć można odnieść wrażenie, że pełnia jego możliwości artystycznych wyraża się głównie w dwóch ostatnich. Umiejętne też łączy ze sobą poszczególne techniki. Wynika to zapewne z tego, że malarstwo Adama Ślefarskiego to przede wszystkim barwa i swoboda w jej operowaniu. Artysta zdecydowanie redukuje malowane kształty (realne) do prostych barwnych znaków. Kontur, o ile da się w ogóle wyodrębnić, jest właśnie wynikiem swobodnego operowania szeroką i bardzo miękką plamą barwną, która jednocześnie nadaje przedstawieniom Ślefarskiego cech rzeczywistości odrealnionej, baśniowej.

W twórczości każdego artysty warto doszukiwać się również swoistej autorefleksji na medium, w którym się realizuje. Pod tym względem twórczość Adama Ślefarskiego problematyzuje samo pojęcie obrazu malarskiego.Patrząc na jego sztafarze można odnieść nieodparte wrażenie, iż u podłoża tych przedstawień leży sztuka fotograficzna. Posługiwanie się przez malarza obrazem fotograficznym zawsze stanowiło dla mnie pewnego rodzaju kontrowersję i niejednokrotnie zdarzało mi się ganić twórców za tego rodzaju praktykę. Odnoszę jednak wrażenie, że w przypadku przedstawień Ślefarskiego fotografia jest jedynie częścią składową tego, co w efekcie końcowym oglądamy. Patrząc na jego prace widz odnajduje bowiem coś na wzór powidoków przetworzonych przez medium fotograficzne rzeczywistości, które Ślefarski przetwarza następnie na wartości plastyczne. Być może dlatego jego prace przypominać mogą zatrzymane na płótnie kadry na wzór filmowej stop-klatki.

Tekst: Sebastian Kochaniec