Jak to się wszystko zaczęło z malowaniem? Pamiętasz moment kiedy poczułaś, że to jest to, co chcesz robić?

Malarstwo było ze mną, obok mnie cały czas. Plastyka była moim ulubionym przedmiotem. Uczestniczyłam w konkursach plastycznych, projektowałam plakietki i inne potrzebne w życiu szkoły rzeczy plastyczne. Malowałam, malowałam, malowałam. Bardzo rozwinęłam w sobie chęć malowania i to było tak silne, że nic mnie nie mogło powstrzymać przed odda-niem się malarstwu, kopiowałam, przemalowy-wałam obrazy z książek, uczyłam się sama. Ja cały czas malowałam. Chyba w trakcie matur zrozumiałam, że moim jedynym pragnieniem i powołaniem jest malarstwo. Inspirowało mnie i pobudzało przekazywanie za pomocą jednego obrazu jakiejś swojej idei, czasem całej historii. W gruncie rzeczy zawsze malowałam z własnej konieczności i dla własnej przyjemności. Nie zawsze musiało następować spełnienie, ważny był fakt, że mogłam rozwiązywać problemy związane z malarstwem. Dużo malowałam ze zwykłej ciekawości: co stanie się z kolorem, formą, jak to wszystko zadziała jeśli namaluję tak a nie inaczej. Ciekawiło mnie jak zadziała kolor na bieli, jaki da efekt na innym tle. Te różnice między poszczególnymi kolorami, formami szczególnie mnie interesowały. Te próby doprowadzały do tego, że nagle rodziła się jakaś energia, która zaczynała działać. Dziwne jest to, że jedni artyści stosując te same środki wyrazu uzyskują energię a drudzy nie. Siła oddziaływania jest krańcowo różna. U jednych kolor oddycha, wszystko jest żywe, a u innych to tylko farba.

Jaki jest Twój świat artystyczny, jak się tworzył i tworzy?

Każdy ten świat artystyczny musi wy-obrazić, musi się w tym swoim świecie zna-leźć żeby coś stworzyć i móc przekazać swoje emocje, to co przeżywa, tragedie, radość. Ja przeważnie maluję wtedy kiedy nie jestem su-per zadowolona i szczęśliwa, tylko kiedy coś mnie dotyka. Wtedy się wyciszam, zapominam o świecie rzeczywistym i wchodzę świat malowania i jest to też taka moja terapia. Wtedy powstają najfajniejsze obrazy. Czasem, gdy długo nie maluję, czuję w powietrzu zapach farb i muszę coś tworzyć, albo kiedy idę na wystawę i widzę świetną pracę, to natychmiast muszę iść i malować bo tak mnie napędziła. Ja-kiś czas pracowałam w agencji reklamowej, ale tworzenie na zamówienie było dla mnie cię-żarem i ograniczeniem. Tęskniłam do wolności tworzenia. Wszędzie o tym myślałam. Powrót do takiego niezależnego malowania był trudny, mnóstwo poszukiwań, obserwacji pomysłów, aby wejść na właściwą drogę, która da satysfakcję i będę wiedziała, że to jest to. Ten pro-ces trwał bardzo długo i był bardzo trudny. Do dziś definiuję samą siebie i swoją twórczość. Człowiek ciągle się rozwija, ma swoje emocje, przeżycia, trafia na różnych ludzi ma różne sytuacje, które człowieka zmieniają. Przebywając w kręgu artystycznym obserwowana sztuka też wzbogaca i rozwija, mnie na przykład tak.

Jak wspominasz czasy studenckie? Gdy po liceum bez zajęć z plastyki weszłaś w świat, gdzie wszystko kręciło się wo-kół malarstwa i sztuk plastycznych. 

Na początku było trudno, bardzo się męczyłam, ale jednocześnie byłam trochę luzakiem i cieszyłam się, że jestem na tych studiach bo spełniłam swoje marzenie. Nie byłam najlepszą studentką, bo musiałam nadrobić to co ludzie po liceach plastycznych już umie-li. Przygotowania do malowania trwały dość długo, ponieważ musiałam każdą rzecz prze-analizować na rozmaite sposoby. Malowanie nie istnieje bez myślenia. Problem światła, linii, koloru, sprawa symbolu… mamy wiele pytań, a to powoduje że zaczynamy szukać odpowie-dzi poprzez tworzenie. Taki przykład: profesor robił korekty po zajęciach i mówi: nie ma świetlistości na tym obrazie i innych, nie wiedzieliśmy o co chodzi, on nam nie tłumaczył. I wielu osobom mówił: brakuje świetlistości, nie światła tylko świetlistości. Jedna koleżanka pokazuje obraz, a on i tu jest ta świetlistość, bardzo dobrze. W akademiku postawiliśmy ten obraz i patrzyliśmy, „Co to jest ta świetlistość”. Druga sytuacja, kiedy nie rozumieliśmy profesora była na pierwszym naszym plenerze. Po krótkim wstępie profesor zaznaczył: „Pamiętajcie, że dachy czerwone wcale nie są czerwone”. My jak to nie są czerwone, przecież one są czerwone. Rzeczywiście okazało się, że to co widzimy musimy przetwarzać i to jest największą cechą, najważniejszą wartością u artysty, że tą naturę należy przetworzyć tak żeby ona była przyklejona, przypisana do danego artysty, tzw. styl artysty. Na to pracuje się latami. Rozwijałam swoją twórczość zgodnie z osobowością, potrzebami. Okazało się że działam spontanicznie, a ona świetnie działa. Czyli spontaniczność też jest dość ważnym elementem. Bywało, że wszystko było zaplanowane, wyrysowane, a kiedy przychodzi do malowania, nagle pojawiają się inne rzeczy, które wynikają z samego malowania. Z samej emocji tworzenia. I na szczęście już tamto, co się myślało i planowało, nie zgadza się z tym, co przyszło w czasie malowania. Spontaniczne moje obrazy są lepsze w odbiorze, nawet bogatsze. A jak obraz jest dobrze namalowany i dobrze działa, to ten co na niego patrzy, ocenia go analizuje, może w nim zobaczyć dużo więcej niż sam autor. Przekonałam się że tak bywa. Rembrandt nie miał świadomości istnienia wielu rzeczy o których my teraz wiemy i czytamy w sztuce. Ta droga jest ogromnie trudna, może teraz jest trochę łatwiej bo młodzież ma dostęp do Internetu może porównywać, jest więcej wystaw kiedyś nie było tylu wystaw. Dzięki temu można lepiej się rozwijać. My sami dochodziliśmy do wszystkiego do swoich stylów, kolorów. Poza tym teraz farby, jaki kolor chcesz to kupujesz, a wtedy trzeba było łączyć te kolory, sami tworzyliśmy kolory.

Jak oceniasz przetwarzanie rzeczywistości przez artystę i wyciąganie z niej cech charakterystycznych działających na emocje odbiorcy?

Artysta zawsze pracuje emocjami i czasami jak zwykły człowiek zobaczy jakiś pejzaż, to pomyśli „ładny pejzaż”, a artysta zobaczy 55 razy więcej i szczegółów i kolorów. Dlatego, że tu wchodzą już emocje. Artysta maluje emocjami.

Obserwując to co malujesz obecnie, masz czas ptaków. Każdy ptak też wyraża pewne emocje i cechy. Jak narodziła się idea malowania ptaków?

To był przypadek. Pojechałam na plener z innym pomysłem, okazało się już pierwszego dnia, że to porażka. To co wymyśliłam nie sprawdziło się na płótnie. Stwierdziłam, że muszę wymyślić coś innego i po dwóch dniach myślenia pojechaliśmy na taką głęboką wieś, która skojarzyła mi się z ptakami. Wszyscy pojechali na kajaki ja zostałam, wtedy tak się wszystko wyciszyło wokół mnie i zaczęłam malować właśnie ptaki. Powstał jeden potem drugi i zaczęła powstawać seria.Ja nazwałam je ranne ptaki, były takie monochromatyczne, ciemne, takie nieprzyjazne, bo ja miałam wtedy taki nastrój. One miały być ciemne, skrzywdzone, ptaki rozsadzały to płótno, nie mieściły się na nim. To zaczęło mi się podobać i zaczęły powstawać następne – jak grzyby po deszczu.

Malowanie ptaków dawało Ci dużą przyjemność i satysfakcję.

Ogromną! Po za tym bawiłam się jeszcze fakturą, nie tylko pomysłem, miałam wszystko w jednym. Nie dość, że malowałam te ptaki, to jeszcze próbowałam stworzyć by one nie były tak namalowane lekko, kreską czy plamą ale tworzyłam odpowiednią fakturę i one były fajne i ciekawe fakturowo, wyglądały trochę jak grafika, biało-szare, czarne, błyskał gdzieś czerwony. To było dla mnie szalenie fajne bo po raz pierwszy tak malowałam. Do tej pory malowałam pędzlem kolory jak zwykłe obrazy, a tutaj zrobiłam coś kompletnie innego, coś co zaczęło mi się podobać i to zaczęłam rozwijać. Nie wystawiałam tych obrazów, ale przytrafiła mi się wystawa graficzna, zrobiłam zdjęcie i odbiłam to na papierze. Ten obraz zrobił furorę na tej wystawie, był na najważniejszej ścianie, a mój przyjaciel powiedział „Maluj te pta-ki”. Dostałam potwierdzenie, że to jest właśnie to. Zaczęłam przetwarzać, potem znalazłam swój własny styl tych ptaków. Występowały jako ptaki wojny, ptaki przyjazne, nieprzyjazne, miłości, ptaki są wszędzie. Powstawały różne serie, były też ptaki łączone z poezją.

Ptaki nie odleciały jeszcze od Ciebie? 

Pomysłów na te ptaki są tysiące. Ptaki mogą być poezją, miłością, mam pomysły na ptaki Św. Franciszka, które w zanadrzu czekają i wiele, wiele innych.

Wiem, że jesteś związana emocjonalnie z Białymstokiem i Podlasiem. Jak ten romans się rozpoczął i jakie są jego perspektywy?

Wszystko zaczęło się dzięki Lustykowi, który poznał mnie z Krzysiem Koniczkiem i oni mnie tak tu wprowadzili. Tu jest wspaniale. Mam nadzieję, że uda mi się zagarnąć podlaskie środowisko artystyczne do swoich pomysłów.

 

Możesz przybliżyć swoje plany?

Plany są bardzo poważne, aż się czasami boję. Zakochałam się w starej szkole pod Białymstokiem i postanowiłam ją kupić. Jest to wspaniałe miejsce, wspaniała przygoda właśnie dla mnie. Jest to idealne miejsce, zawsze marzyłam o takim z piecami, kuchnią, swoistym niepowtarzalnym klimatem.

Jak zapewne wiesz Podlasie rządzi się swoimi prawami. Jak odbierasz ludzi i swoisty klimat miejsca, które ma być Twoją przystanią, być może na wiele lat?

Ja jestem taki brat łata, jeżeli ktoś do mnie przylgnie albo ja do kogoś to będzie dobrze. Odnajduję się bez problemu, świat i ludzie ciągle się zmieniają. Nie zawiodłam się na ludziach, lubię ludzi, przyciągam ludzi i to jest moim atutem w życiu. Nie widzę barier. Ludzie są tak mili tutaj, że powoli w Maleszach jestem traktowana jak swoja. Chyba zostałam zaakceptowana. Mam tam Tamarę, która przychodzi, batiuszkę, który biega maratony w Polsce, jakieś rekordy bije. Powiedział mi: „Niech Pani to kupi, pomożemy, wszystko zrobimy”. Świetni są, tacy pomocni. Sołtys powiedział: ” Dobrze, że Pani to kupiła przynajmniej zacznie się coś dziać”

I na koniec chyba jedno z ważniejszych pytań. Czym jest dla Ciebie sztuka?

Sztuka jest podróżą, w której horyzont jest jedynie iluzją. Podróż jest moim żywiołem pomiędzy żywiołami: sztuką i miłością. Podróżuję ze sztuką i poprzez sztukę w głąb siebie smakując życie. Życie ma smak niezrównany, jako że jest zmysłowe. Zmysłami je odbieram i przetwarzam w sztukę. To co tworzę jako artystka, tworzę z głębi siebie. Jednakżeby odczytać moje płótna, trzeba poruszenia zmysłów, udania się w podróż, która bywa długa, albo krótkotrwała jak wrażenie. Moja sztuka jest przeniesieniem miłości i chwili, z życia do malarstwa. Tylko życie i sztuka z niego są prawdziwe. To początek prawdy.

Iwona Ostrowska – artysta plastyk. Ukończyła studia na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu. Uzyskała dyplom z malarstwa. Prace prezentuje na wystawach indywidualnych i zbiorowych w kraju i za granicą. bierze udział w festiwalach sztuki.

Rozmawiał: Janusz Żabiuk