Proszę Państwa, oto sytuacja: Kowalski powoli, ale sukcesywnie, zbliża się do galerii sztuki! Zdarzenie to jest wyjątkowo nietypowe. Bo jak to tak można w ogóle z własnej woli chcieć poświęcić czas na patrzenie w płótna, na szukanie sensu w pociągnięciach farby, skoro nawet w życiu tak często nie da się go znaleźć? Okazuje się jednak, że można, a Kowalski w ten świąteczny dzień, który trzeba zapisać w kalendarzu, postanowił dołączyć do owego grona szczęśliwców, którzy cieszą się na widok kawałka papieru umorusanego farbką, stworzonego przez człowieka zwanego przez swych fanów Artystą.